Witam, mam na imię Marita i w tym poście na blogu podzielę się swoimi przemyśleniami i emocjami na temat najwspanialszych przeżyć tego lata!

Wszystko zaczęło się pod koniec czerwca, wysłałem swoją aplikację – list motywacyjny do mojej organizacji wysyłającej na Łotwie (Radi Vidi Pats), po kilku dniach odpowiedzieli na mój e-mail, mówiąc, że powinienem odbyć rozmowę kwalifikacyjną z moją organizacją goszczącą. Byłam wtedy bardzo zajęta, ale udało mi się znaleźć czas na rozmowę kwalifikacyjną, a wcale nie byłam na nią gotowa! Na początku myślałam, że dla organizacji goszczącej będzie to bardzo długi proces, aby wybrać odpowiedniego wolontariusza, ale pod koniec rozmowy zadaję pytanie „czy jestem już przyjęta do tego projektu?” i powiedzieli: Jeśli nie przeszkadza mi regulamin projektu, to TAK! No cóż, wtedy nie mogłam w to uwierzyć…
Po nieco ponad miesiącu byłem już w samolocie lecącym bezpośrednio do Katanii na Sycylii! A potem wyszedłem z samolotu, odebrałem bagaż, znalazłem przystanek autobusowy do Palermo….ale czekanie nawet na lotnisku Sycylia zaparła mi dech w piersiach – moje ulubione rośliny, kaktusy rosły prawie wszędzie i wspaniały widok na bardzo dużą górę, co Później zorientowałem się, że to część prawdziwego wulkanu!
Do przyjazdu autobusu miałem jeszcze trochę czasu, więc poszedłem na spacer, żeby się rozejrzeć, znalazłem fajną kawiarnię, wszedłem tam i wziąłem najlepsze uliczne jedzenie, jakie kiedykolwiek jadłem – „aranchino” (od tego momentu zaczynam się uzależniać z aranchinos 😀 ).


Z Katanii do Palermo (najbliższego miasta, w którym znajdował się mój dom wolontariatu) podróż autobusem trwała 3,5 godziny, na początku od razu zasnęłam, ale gdy się obudziłam, myślałam, że nadal śpię! Zapierające dech w piersiach piękne górskie widoki przykuły moją uwagę tak bardzo, że nie mogłam już spać! 🙂
Kiedy dotarłem do lidera naszej grupy, Ibra zabrała mnie z przystanku autobusowego do dużego domu wolontariatu. Tam po raz pierwszy spotykam 2 innych wolontariuszy, z którymi pracowaliśmy razem przez cały miesiąc. W tym momencie, kiedy przyjechałem, robili makaron i naprawdę miło było zacząć się poznawać, szczerze mówiąc, w pierwszej chwili Paulina (wolontariuszka z Litwy) i Zaher (wolontariuszka z Syrii) wyglądali dla mnie na dorosłych i poważnych, ale po pewnym czasie „ lód został przełamany” między nami!
Później poznajemy kolejnych wolontariuszy Lucasa (wolontariusz z Hiszpanii) i Romeina (wolontariusz z Francji)! Bardzo szybko zaczynamy rozmawiać i właściwie wszyscy rozmawialiśmy na bardzo podobnym poziomie języka angielskiego, komunikacja na tym obozie wolontariackim była bardzo łatwa i zrozumiała.

JAKA BYŁA NASZA PRACA?
Każdy nasz dzień pracy (od poniedziałku do piątku) zaczynał się o godzinie 9:XNUMX. W tym czasie musieliśmy dostarczyć butelki z wodą (którą napełniamy wodą przed wieczorem) i rośliny do portu, gdzie umieszczaliśmy je na łodziach organizacyjnych. Wyobraź sobie, że codziennie jechaliśmy do pracy łodzią! Wow…

Kiedy dotarliśmy na wyspę, czasami naprawdę szybko pływałem w całym ubraniu, aby pracować bardziej orzeźwiająco! Następnie ręcznie udaliśmy się do podlewania roślin i niemal codziennie sadziliśmy nowe. Zwykle nie była to bardzo ciężka praca, ponieważ robiliśmy to wszyscy razem, ale czasami pogoda była zbyt gorąca, aby być bardzo aktywnym.

Jedno co mnie stłumiło to plastikowe śmieci na wyspie (było tego tak dużo nie od ludzi, którzy tu przychodzą i coś rzucają, ale z powodu wiatru i dużych fal, więc drugiego dnia pracy zacząłem nosić szorty robocze z największymi kieszeniami, abym mógł zebrać jak najwięcej śmieci.
Do pracy i z powrotem jechaliśmy zazwyczaj jedną łodzią, ale dwa razy nie chciałem się spieszyć, więc prawie codziennie wypływam z wyspy drugą łodzią, w tym czasie, kiedy czekaliśmy na kolejną zwiedzaną łódź wodach wraz z innymi wolontariuszami, zaczęliśmy nazywać morskie stworzenia naszymi synami i córkami! Również ja i Paulina zbierałyśmy muszelki i kamienie, po kilku dniach było ich tak dużo, że zaczęłyśmy robić z nich bransoletki.

Na pierwszym obozie mieliśmy sporo wolnych dni ze względu na złą pogodę, więc większość z nich wykorzystaliśmy – udaliśmy się do najbliższego rezerwatu „Capo Gallo”, gdzie świetnie spędziliśmy czas i lepiej się poznaliśmy, wybraliśmy się też na małą wycieczkę po okolicy Wyspa Kobiet. Przez pierwsze dwa tygodnie naprawdę miło spędzaliśmy czas blisko plaży, często po pracy szliśmy razem popływać, jadaliśmy lody i graliśmy w grę, która zawsze będzie nam się wiązać z tymi wspomnieniami – UNO (ciekawe, jak komplikowaliśmy zasady za każdym razem, gdy ktoś zaczął znudzić się!).



Na pierwszym obozie pracy (pierwsze 2 tygodnie sierpnia) wykonaliśmy świetną pracę zespołową, gotowaliśmy jedzenie grupami i rozdzielaliśmy inne prace domowe, na drugim obozie pracy nie szło już tak dobrze. Myślę, że jednym z głównych powodów było to, że nie mieliśmy między sobą zbyt dobrej komunikacji, ale wiadomo, że nie ma dobrego ani złego workcampu, oba miały dobre i złe strony.
Na przykład na pierwszym obozie pracy mieliśmy naprawdę harmonogram gotowania, ale na drugim obozie pracy byliśmy bardziej elastyczni w kwestii rozdzielenia pracy i w tym czasie, kiedy mieszkało się już razem z 6 różnymi osobami w jednym mieszkaniu, zrozumiałe jest, że mamy czas dla siebie. Jestem za to naprawdę wdzięczna, bo w tych tygodniach przeżyłam jedną z najlepszych wędrówek w życiu, podczas której naprawdę zaczynam czuć światową moc!

Mówiąc o sobie, emocjach, tym, co robiłem w czasie wolnym, z całą pewnością mogę powiedzieć, że ani razu się nie nudziłem, a jak można się nudzić, skoro gdziekolwiek się udam, widzę coś nowego?
Kiedy piszę, miałem to super fajne hobby rzemieślnicze przez cały ten czas, kiedy pracowaliśmy na wyspie i kiedy miałem okazję zbierać piękne skały i półki. Również to hobby pozostało mi w domu, bo w domu zajmuję się podobnym rzemiosłem! Pewnego dnia w Palermo znalazłem nawet sklep z rękodziełem i od tego momentu zacząłem naprawdę interesować się tym rzemiosłem! Na koniec wolontariatu podarowałem wszystkim moim przyjaciołom ręcznie robione bransoletki. To były moje pamiątki!
Hobby, które w Palermo zaparło mi dech w piersiach, to jazda na rolkach! W tej chwili dowiedziałam się, że można zabrać ze sobą duży bagaż, nie było pytań czy brać wrotki czy nie! Zanim spakowałem bagaż, dowiedziałem się, że jest tam kilka skateparków lub ekipa wrotkarska, więc kiedy przyjechałem, już wiedziałem, że będę miał kilka świetnych wydarzeń, na których spotkam przyjaciół na rolkach! Więc wzięłam udział w dwóch imprezach na rolkach – pierwsza odbyła się podczas mojego drugiego tygodnia wolontariatu, zabawne jest to, że po raz pierwszy zwiedzałam Palermo na rolkach! Drugim wydarzeniem była nocna przejażdżka do najbliższej plaży i powrót do miasta, ostatecznie przejechaliśmy około 26km! Numer w chwili, gdy piszę, nadal wygląda na bardzo duży, ważne jest też to, że zacząłem ćwiczyć na rolkach zaledwie 2 miesiące temu, na początku było to dla mnie duże wyzwanie, ale świetne towarzystwo i pływanie na plaży poszło świetnie!

Ale co z tym jednym miesiącem, co zrozumiałam o sobie?
Pewnego wieczoru odbyłem wspaniałą rozmowę z liderem mojej grupy i właściwie podczas tej rozmowy odkryłem swoje cele życiowe.
Po pierwsze – TWORZYJ, bądź kreatywny, tak odkładam na półki swoje myśli, oczyszczam umysł.
Po drugie – SPRÓBUJ, duży głos wewnętrzny, który cały czas mówi, żeby spróbować różnych rzeczy. I będę słuchać tego głosu aż do śmierci, bo tylko w ten sposób mogę odkryć, że naprawdę mi się podoba (również to, czego naprawdę nie lubię 😀 )
Po trzecie – CIESZ SIĘ, bądź ze mną, bądź moim przyjacielem i nigdy, przenigdy nie pozwól nikomu porzucić moich marzeń, czasami po prostu nie przejmuj się innymi głosami, po prostu śpiewaj moim głosem duszy!
Po czwarte – DZIĘKUJEMY, zawsze pamiętajcie o tych słowach, bo to po prostu magiczny klucz otwierający kolejne wspaniałe drzwi!
Myślę, że tego typu projekty są idealne właśnie dlatego, że poznałam mnóstwo nowych ludzi, którzy w ogóle mnie nie znali, naprawdę mam poczucie, że mogę być sobą…
101 DZIĘKUJEMY WSZYSTKIM, KTÓRZY DZIAŁAJĄ TĘ MAGIĘ!
PS
Znów spotykam się z przyjaciółmi!
Niedawno byłem na jednej z moich podróży po Europie i zgadnijcie co… poznałem moich dwóch przyjaciół, którzy byli wolontariuszami! Odwiedziłem Paulinę w Kownie (Litwa) i Zahera w Miszkolcu (Węgry).
Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi także po projekcie, chociaż jesteśmy tak różni i mam nadzieję, że tak pozostanie!
Do zobaczenia wkrótce 😉

W Kownie impreza z Pauliną
